Wada w projekcie to nie tylko problem prawny. Jak zarząd powinien nią zarządzać

Błąd w dokumentacji projektowej: kto odpowiada, kiedy wykonawca musi zawiadomić inwestora (art. 651 k.c.) i jak ustawić w firmie procedurę, która chroni przed kosztami opóźnionej reakcji.

Najdroższy w skutkach nie jest zwykle sam błąd w projekcie. Najdroższy jest tydzień, w którym ktoś o nim wiedział i czekał, aż się wyjaśni.

Scena jest dobrze znana. Rysunek konstrukcyjny rozmija się z architektonicznym, ekipa stoi nad zbrojeniem, harmonogram goni. W biurze padają dwa zdania: „to błąd projektanta, więc to nie nasz problem” oraz „róbmy dalej, wyjaśni się później”. Pierwsze jest w dużej części prawdziwe. Drugie bywa jedną z najkosztowniejszych decyzji na kontrakcie.

Ten artykuł ma dwa cele. Pierwszy to uporządkowanie zasad: kto odpowiada za wady projektu, na czym polega obowiązek zawiadomienia z art. 651 Kodeksu cywilnego i co zmienia model „zaprojektuj i wybuduj”. Drugi dotyczy tego, co prawo mówi mniej wprost, a co w praktyce decyduje o wyniku: jak zorganizować w firmie reakcję na wadę projektu, żeby racja miała pokrycie w dokumentach.

Kto odpowiada za projekt dostarczony przez inwestora

Zgodnie z art. 647 Kodeksu cywilnego inwestor w umowie o roboty budowlane zobowiązuje się między innymi do przekazania terenu budowy i dostarczenia projektu. Jeżeli zamawia dokumentację u projektanta i przekazuje ją wykonawcy, za jej wady odpowiada wobec wykonawcy on sam.

Wykonawca nie jest projektantem. Nie ma obowiązku poprawiania cudzej konstrukcji ani domyślania się intencji autora. Jeśli zrealizował roboty zgodnie z projektem, a projekt okazał się wadliwy, koszty przeróbek co do zasady nie powinny go obciążać.

Zastrzeżenie dotyczy sytuacji, w której wykonawca wadę dostrzegł albo mógł dostrzec, a mimo to pracował dalej i nic nie zgłosił.

Obowiązek zawiadomienia z art. 651 k.c.

Art. 651 Kodeksu cywilnego przewiduje, że jeżeli dostarczona przez inwestora dokumentacja, teren budowy, maszyny lub urządzenia nie nadają się do prawidłowego wykonania robót albo zajdą inne okoliczności, które mogą temu przeszkodzić, wykonawca powinien niezwłocznie zawiadomić o tym inwestora.

Nie jest to obowiązek weryfikacji całego projektu na wzór projektanta. Od wykonawcy jako profesjonalisty oczekuje się reakcji na to, co przy należytej staranności zawodowej było możliwe do zauważenia: sprzeczności między rysunkami, oczywistych błędów konstrukcyjnych, niezgodności projektu z warunkami w terenie.

Jeżeli wykonawca taką wadę dostrzegł albo mógł dostrzec i kontynuował roboty bez zawiadomienia, w sporze może zostać obciążony częścią odpowiedzialności za skutki. Nie dlatego, że popełnił błąd projektowy, lecz dlatego, że przemilczał problem możliwy do zauważenia. Granica między tym, co wykonawca powinien był zauważyć, a tym, czego nie musiał weryfikować, bywa sporna i zależy od okoliczności, więc o wyniku decyduje dokumentacja: kiedy wadę zauważono, kto o niej wiedział i co zrobiono dalej.

Gdzie takie zgłoszenia naprawdę się zatrzymują

W większości firm budowlanych nie brakuje wiedzy o tym, że zgłoszenie powinno wyjść. Brakuje jasności, kto i kiedy ma je wysłać. Kierownik budowy nie chce „robić problemu”, biuro czeka na komplet danych, nie wiadomo, czy pismo powinno wyjść od kierownika, czy od zarządu, a skutki wady nie są wycenione, więc zgłoszenie wygląda jak uwaga, a nie jak zmiana wymagająca decyzji i pieniędzy.

To są kwestie organizacyjne, a nie prawne w ścisłym sensie, ale prawo karze właśnie za nie. Dobrze ustawiona procedura odpowiada na cztery pytania: kto ocenia, czy dana nieprawidłowość uzasadnia zawiadomienie, w jakim czasie zapada decyzja, kto wycenia skutki dla terminu i kosztu oraz kto zatwierdza treść pisma. Gdy te odpowiedzi są zapisane z góry, droga od zauważenia błędu do wysłania zawiadomienia skraca się z dni do godzin.

Jak powinno wyglądać zawiadomienie

Zawiadomienie warto pisać tak, jakby miał je czytać ktoś, kto nigdy nie był na tej budowie: sąd, biegły albo nowy przedstawiciel inwestora za dwa lata. Powinno zawierać wskazanie dokumentu lub rysunku, którego dotyczy problem, opis wady, skutki dla robót w zakresie terminu, kosztu, jakości i bezpieczeństwa, prośbę o decyzję lub zmianę dokumentacji z rozsądnym terminem odpowiedzi oraz informację, jak wykonawca postępuje do czasu decyzji.

Zawiadomienie przekazuje się pisemnie, w sposób pozwalający wykazać datę doręczenia, a dodatkowo dokonuje się wpisu w dzienniku budowy. „Niezwłocznie” oznacza bez zbędnej zwłoki od chwili zauważenia wady. Zgłoszenie wysłane po zakończeniu etapu, którego dotyczyła wada, bywa uznawane za spóźnione.

Klauzule przerzucające odpowiedzialność na wykonawcę

W umowach zdarzają się zapisy, według których wykonawca odpowiada za wszelkie wady dokumentacji projektowej albo potwierdza jej kompletność i prawidłowość. Art. 473 Kodeksu cywilnego pozwala dłużnikowi przyjąć przez umowę odpowiedzialność za zdarzenia, za które z mocy ustawy nie odpowiada, więc taki zapis jest teoretycznie możliwy.

W praktyce skuteczność klauzul przenoszących na wykonawcę całą odpowiedzialność za wady projektu, także te, których nie mógł wykryć, bywa kwestionowana, a jej ocena zależy od brzmienia zapisu, charakteru kontraktu i okoliczności. Nie warto budować strategii na tym, że sąd go kiedyś ograniczy. Lepiej doprecyzować zapis przed podpisaniem: odpowiedzialność za wady, które wykonawca dostrzegł lub przy należytej staranności powinien był dostrzec, a nie za wszelkie. To jedno z miejsc, w których przegląd umowy przed podpisem kosztuje wielokrotnie mniej niż spór po fakcie.

Model „zaprojektuj i wybuduj”

W tym modelu dokumentację przygotowuje wykonawca, a inwestor dostarcza założenia: program funkcjonalno-użytkowy, wytyczne, czasem badania gruntu. Skoro projekt powstaje po stronie wykonawcy, jego wada jest wadą wykonawcy. Zgodnie z art. 474 Kodeksu cywilnego dłużnik odpowiada jak za własne działania i zaniechania za działania osób, z których pomocą zobowiązanie wykonuje, więc wykonawca odpowiada także za projektanta, którym się posługuje. Argument, że to błąd projektanta, nie jest wobec inwestora obroną.

Obowiązek zawiadomienia z art. 651 k.c. nie znika, ale zmienia przedmiot. Dotyczy tego, co dostarczył inwestor: programu funkcjonalno-użytkowego, wytycznych, danych o terenie i gruncie. Wady i luki w tych założeniach pozostają po stronie inwestora, jeżeli wykonawca zgłosił je w odpowiednim czasie. Cena ryczałtowa przenosi na wykonawcę ryzyko kosztów wynikających z jego własnych decyzji projektowych.

W tym modelu największa praca prawna dzieje się przed podpisaniem umowy. Trzeba ustalić, co dokładnie jest daną wyjściową inwestora, kto odpowiada za jej prawidłowość i do kiedy można zgłaszać zastrzeżenia bez konsekwencji. Przekonanie, że skoro inwestor zatwierdził projekt, odpowiedzialność za jego wady przeszła na niego, jest błędne co do zasady.

Podsumowanie

Za dostarczenie projektu odpowiada inwestor i co do zasady odpowiada też za jego wady. Wykonawca musi niezwłocznie zawiadomić o wadach, które dostrzegł lub mógł dostrzec przy należytej staranności. Zawiadomienie powinno być pisemne, konkretne i wycenione, a klauzule „za wszelkie wady” warto negocjować przed podpisaniem. W modelu „zaprojektuj i wybuduj” ciężar odpowiedzialności za projekt przesuwa się na wykonawcę, dlatego kluczowe jest dokładne określenie danych wyjściowych inwestora.

Najwięcej zyskują na tym firmy, które traktują te zasady jako element sposobu zarządzania kontraktem, a nie wiedzę na wypadek sporu: z ustaloną ścieżką decyzyjną, szablonami zawiadomień, przeglądem umowy przed podpisem i szybkim dostępem do prawnika w momencie, w którym decyzja jeszcze jest tania. Jeśli chcecie sprawdzić, jak wygląda to w Waszej firmie albo w kontrakcie, który właśnie negocjujecie, skontaktujcie się z kancelarią. Pomożemy ocenić ryzyko i ustawić procedurę, zanim pojawi się pierwszy błąd w projekcie.

Artykuł jest częścią serii „Prawo na budowie wyjaśnia”. Kolejny wpis: nadzwyczajny wzrost cen materiałów i waloryzacja wynagrodzenia.

Powiązane posty